Jesteś niezalogowany. Zaloguj się się lub zarejestruj.

  • Najnowsze materiały

„Tyy, a czemu ten pasek zrobiłeś na zielono?”

  • 2010-03-02 @ 21:49
  • Abdel

Dziś będzie nieco inaczej. Chcielibyśmy podsumować pierwsze dwa miesiące naszej działalności. Dlatego też zdecydowaliśmy się na opublikowanie tekstu z cyklu „making of”. W tym wypadku będzie to „making of dubscore.pl”. Zapraszam do lektury.

Z początku mieliśmy w planach nakręcić pełnometrażowy film dokumentalny o właśnie takim tytule jak widać w nagłówku. Ale jak każda wielka kinowa produkcja również i nasz projekt spotkał się z niemałymi problemami. Kiedy napisałem scenariusz, a Mike wyuczył się wszystkich swoich kwestii tak, że śpiewał je przez sen, okazało się, iż z finansowania przedsięwzięcia wycofał się producent strategiczny. Na domiar złego, reżyser zażądał trzy razy wyższej gaży niż to mieliśmy z początku ustalone. Mówię Wam, praca ze Stevenem Spielbergiem to żadna przyjemność…

Numer telefonu do Stevena w L.A, który dostaliśmy od Zdzisława Niedzielskiego przestał działać, a sam Stevie najwyraźniej zdecydował się nie odpowiadać na nasze SMSy. Zupełnie jakby cała sytuacja w ogóle nie miała miejsca. Tak więc, musieliśmy zrezygnować z ambitnych planów nakręcenia dokumentu o tym jak powstawał DubScore.pl. Dlatego też historię malowania się w naszych głowach pomysłu na „growego filmweba” można nie obejrzeć, a przeczytać.

- Cholerna historia! Też nie mają czego w tych szkołach uczyć. „Advanced game programming” albo „Projektowanie sztucznej inteligencji”, to są przedmioty, które na coś by mi się w życiu przydały – powiedział Michał, zamykając zeszyt od historii, w którym właśnie skończył malować mapki przedstawiające sytuację terytorialną w Europie wschodniej po drugim rozbiorze Polski. Za oknem zaczęło się ściemniać. Michał nerwowo spojrzał na zegarek, zarzucił swoimi przydługimi, charakterystycznymi dla okresu wczesnych lat 90-tych włosami i krzyknął:

- Tomek, chodź odpalimy Commodore! Popykamy w Mancopetera.

Tomek na dźwięk tego komunikatu zareagował jeszcze bardziej żywiołowo, niż na dżingiel rozpoczynający Dziennik Telewizyjny. Energicznym ruchem wyjął z ust gumowy smoczek, który pokulał się gdzieś pod kanapę, stopy wsunął w wełniane pantofle i czym prędzej popędził do pokoju obok, gdzie Michał zdążył już uruchomić C64. Wchodząc do pomieszczenia poślizgnął się na progu jednak ani trochę nie odczuł bolesnego upadku. Momentalnie pozbierał się do kupy, wstał i usiadł przy rozstawionym pod ścianą stoliku. Siniaki, które zarobił tego wieczora zauważył dopiero na drugi dzień przy śniadaniu.

Lśniący, pachnący świeżo odlewanym plastikiem, sprowadzony zza zachodniej granicy sprzęt zawsze miał dla Tomka coś magicznego w sobie. „Jak to działa?”, „Gdzie siedzi ten pan co leci w tym helikopterku”, „Skąd bierze się ten obraz w telewizorku? TVP bierze się z anteny, ale tu przecież nie ma anteny…”. Michał z kolei znał odpowiedzi na wszystkie powyżej wymienione pytania. „Bajtka” prenumerował od pierwszego egzemplarza, a kiedy grał, zastanawiał się przede wszystkim nad tym, co musiałby zrobić żeby taką grę zaprogramować. Podejście do elektronicznej rozrywki od najmłodszych lat mieli z goła odmienne, jednak ich miłości do gier nie można było w żaden sposób poddać w wątpliwość.

Teraz Michał pracuje jako programista, a Tomek próbuje skończyć studia dziennikarskie. We wrześniu zeszłego roku, krótko przed rozpoczęciem roku akademickiego zamieszkali razem. Wtedy to właśnie narodził się w ich głowach pomysł na bloga, którego właśnie w tej chwili czytacie.

A pomysł narodził się całkowicie przypadkowo. Wyglądało to mniej więcej tak:

- Tyyy, chodź też założymy swojego bloga o grach. Napisanie czegoś takiego to pryszcz. Ty coś tam od czasu do czasu naskrobiesz, ja zajmę się technikaliami i już.
- Ale przecież tego jest pełno. W Polsce blogów o grach jest co najmniej tyle co ludzi w chińskim metrze.
- To zróbmy to w innej formie, nie zajmiemy się grami jako takimi, tylko skupmy się na jakiejś ich części. Na przykład na polskim dubbingu.
- Taki „growy” filmweb?
- Tak, dokładnie coś takiego.
- Nie, to głupie.
- Racja.

W tym momencie postacie dramatu spoglądają na siebie, a czas zdaje się zwalniać. Po chwili w oczach rozbłyskują im iskry, a na twarzach zaczynają malować się wymowne uśmieszki.

- Chociaż… Tyy, to może być dobre… Tylko jak to nazwać?
- Musi być krótko, chwytliwie, żeby łatwo było zapamiętać.
- Hmm… Co powiesz na DubScore.pl?
- Całkiem spoko! Zarejestruj domenę.

Najwięcej czasu zajęło nam wymyślenie tego, czym nakłonimy potencjalnych czytelników do regularnego odwiedzania DubScore.pl. Klikanie po bazie danych i przyznawanie poszczególnym grom i aktorom „gwiazdeczek” skończy się po trzeciej wizycie. W dwie osoby nie dalibyśmy rady stworzyć serwisu informacyjnego z prawdziwego zdarzenia. Recenzji pisanych jest w polskim internecie cała masa i nierzadko piszą je ludzie, którzy w branży siedzą dobre kilka/kilkanaście lat i na tym co robią znają się jak mało kto. Jako że na rzecz kariery dziennikarskiej zrezygnowałem z aplikowania do szkoły filmowej, nieraz zdarzyło mi się w przeszłości zetknąć z programami do montażu filmów. Stąd też pomysł na wideorecenzje dubbingu. Jak wygląda efekt naszych starań… to już nie mnie oceniać :)

Potem przyszedł czas na zaprojektowanie wyglądu bloga. Ja chciałem zrobić wszystko w jasnoniebieskich kolorach, Mike uparł się na zielony. Debata nad kolorystyką to temat na osobną notkę, której większość z Was pewnie by nie doczytała do końca. Wywody argumentujące daną kolorystykę charakteryzowały się iście poetyckim językiem, a niektórych metafor nie powstydziłyby się najwybitniejsze pióra epoki romantyzmu. Następnym etapem było rozrysowanie tego co z czym będzie połączone, jak będzie działać i obmyślenie jak to wszystko podać, żeby było przyjemne i intuicyjne w odbiorze. Takich DubScore’owych artworków powstało około dwudziestu. Niektóre z nich można zobaczyć poniżej.




Jeśli ktoś chciałby kupić cały artbook to wystawimy go na licytacje przy okazji przyszłorocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Od momentu rozpoczęcia prac nad blogiem do pamiętnego trzeciego stycznia tego roku, kiedy to pod adresem http://dubscore.pl pojawiła się pierwsza notka, minęły prawie cztery miesiące. Cztery miesiące dyskusji nad tym co z początkowych pomysłów zostawić, co wyrzucić do śmietnika, a co trzeba poprawić żeby było zjadliwe dla ogółu odwiedzających. Bawiliśmy się przy tym świetnie, a gdyby zapisywać wszystkie nasze rozmowy to myślę, że śmiało można by ułożyć kilkugodzinny kabareton z humorem na poziomie Łowców.b. IMHO najlepszego polskiego kabaretu :)

Wczoraj padł pierwszy w historii bloga rekord. DubRecenzję Heavy Rain obejrzano ponad 2500 razy. Chcieliśmy serdecznie wszystkim podziękować za to, że nas czytacie, oglądacie i słuchacie. Dziękujemy za wszystkie komentarze. I te pozytywne i negatywne. To dzięki nim wiemy co trzeba zmienić lub poprawić. DubScore wisi w sieci dopiero dwa miesiące więc na przepełnione patosem wspominki jeszcze trochę za wcześnie. Ale za dziesięć lat, kto wie… Może Steven zapomni dawne urazy i znowu zdecyduje się na współpracę.

Komentarze




Podziel się z nami swoją opinią!