Z cyklu: "jakoś mnie to ominęło" - Starcraft II: Wings of Liberty
- 2011-08-29 @ 22:31
Wciąż nie potrafię sobie wybaczyć, że nie mogliśmy dla Was zrecenzować dwóch obszernych lokalizacji gier, które zadebiutowały w ubiegłym roku. Mowa oczywiście o Starcraft II: Wings of Liberty i czwartym Gothicu. Jednak dzięki wspaniałomyślności Blizzarda mogę dziś (co prawda w bardzo małym stopniu) nadrobić zaległości krótkimi, dubbingowymi wrażeniami, jakie wywarły na mnie treści zawarte w darmowej edycji starter Starcrafta II. Udostępnione w niej cztery misje kampanii singlowej wystarczyły, aby utwierdzić mnie w przekonaniu, że Krzysztof Banaszyk to obecnie jedna z najjaśniej świecących gwiazd polskiego “growego” dubbingu.
Uważnie przeglądam naszą bazę danych, wertuję w pamięci wszystkie dubbingi gier, z którymi zetknąłem się na przestrzeni ostatnich kilku lat i za nic w świecie nie potrafię wydumać nazwiska aktora, który w tak krótkim czasie zagrał tyle świetnych, pierwszoplanowych ról, co właśnie Banaszyk. Nad Colem MacGrathem i Vernonem Rochem zachwycaliśmy się całkiem niedawno w recenzjach nieSławnego: Infamous 2 oraz Wiedźmina 2: Zabójców Królów. I przyznam się bez bicia – całkowicie błędnie założyłem wtedy, że to te dwie gry pozwoliły Panu Krzysztofowi rozbłysnąć. Umknęła mi jednak, zupełnie nie wiem dlaczego, jego wspaniała rola Cartera Blake’a w Heavy Rain. Kłótnie sierżanta Blake’a z Normanem Jaydenem (Jacek Jarzyna) były prawdziwą ozdobą tego dubbingu. Również postać Crenshawa z bardzo przeciętnego H.A.W.X. 2 zdecydowanie wybijała się ponad dubbingową przeciętność, którą zaserwowali tam nie tak znowu anonimowi aktorzy. A Jim Raynor ze Starcrafta II? Jest co najmniej tak samo dobry, jak Blake czy MacGrath.
Samo to nie jest w żadnym wypadku zaskakujące. Powtórzę w tym miejscu słowa, które wraz z Mikiem zredagowaliśmy przygotowując dubrecenzję drugiej części nieSławnego. Banaszyk „czuje” pracę przy dubbingu do gier wideo jak mało kto. Być może to zasługa tego, iż w przeciwieństwie do ogółu aktorów mógł przy okazji nagrywania kwestii do inFamous czy Wiedźmina spojrzeć na materiały wideo, w przypadku Wieśka skonsultować charakter postaci z twórcami. Nie zmienia to jednak faktu, że potrafi tak podejść do bohatera, że nie chcemy z jego ust słuchać żadnego innego głosu.
Jeśli chodzi o Starcrafta II zaciekawiła mnie zupełnie inna rzecz. Otóż słuchając już w pierwszego przerywnika filmowego nie mogłem się nadziwić, jak słabo na tle Banaszyka wypadł Jacek Mikołajczak (Tychus Findlay) – aktor o olbrzymim doświadczeniu, również z bohaterami pierwszoplanowymi, którego głos pasuje do olbrzymiego Marine jak ulał. Mikołajczak jest bezpłciowy, momentami wręcz kompletnie nieprzekonująco „duka”, natomiast u Banaszyka da się wyczuć bogaty wachlarz emocji – przenikliwość w głosie, czasem obawa, determinacja. Raynor to postać, która skonstruowana została jako bohater balansujący na cienkiej linii pomiędzy dobrem, a złem, niezwykle trudna do zagrania, pełna rozterek natury moralnej. Tym bardziej Krzysiek (że tak pozwolę się spoufalić) zasługuje na olbrzymie słowa uznania.
Poza kreacją tych dwóch postaci edycja starter pozwala sprawdzić niewiele. W oczy rzuciły mi się przede wszystkim spolszczone grafiki – wszystkie bilbordy, tablice, znaki, napisy w wewnątrzgrowej telewizji zostały zlokalizowane na język polski. Za to ogromny plus.
Gorąco polecam darmową wersję Starcrafta II sprawdzić. Można ją pobrać zakładając wcześniej konto na battle.net. Ostrzegam jednak, że grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami. Gra jest tak świetna, iż po zakończeniu tych czterech udostępnionych misji od razu chce się więcej. Niezwykle łatwo ulec wtedy pokusie i polecieć do sklepu z wywieszonym jęzorem po własny egzemplarz.
Swoją drogą, warto wspomnieć, że gry Blizzarda, w tym również Wings of Liberty, ponownie zagoszczą w planie wydawniczym CD Projekt. Niestety cena Starcrafta II pozostanie wysoka. Obecnie grę można kupić w cenie 179,99zł np. w sklepie gram.pl.
Komentarze