Jesteś niezalogowany. Zaloguj się się lub zarejestruj.

  • Najnowsze materiały

Jam Session #2 - O trailerach, czyli jak nakręca się hype

  • 2010-05-10 @ 20:40
  • Abdel

Nie zapomnieliśmy o Jam Session. Wręcz przeciwnie. Tematów na dzisiejszą dyskusję mieliśmy tyle, że o mało nie pokłóciliśmy się o to, czego nasze przemyślenia będą dotyczyć. Zdecydowaliśmy się na luźną rozmowę o zwiastunach i o tym, jak nakręca się hype na grę. Zapraszam do lektury.

Abdel: Uwielbiam oglądać zwiastuny. Wszelakiej maści. Czasem kiedy idę do kina bardziej interesuje mnie to, jaki trailer puszczą przed seansem, niż sam film, za którego obejrzenie zapłaciłem niemałą jak na zasobność studenckiego portfela kwotę. Miejcie jednak świadomość, że czytacie słowa napisane przez człowieka zafascynowanego sztuką filmową, swoistego kinomaniaka, który łyka nawet największe „crapy”, żeby tylko móc później zabrać głos w dyskusji na temat tej czy owej, niezbyt udanej produkcji. Zwiastuny więc analizuję dogłębnie. Badam je nie tylko pod kątem ich zawartości audiowizualnej, ale także jak są zmontowane. Czy zastosowano cięcia, czy wygaszenia. Czy napisy na zwiastunie są trójwymiarowe, jak są cieniowane i w którym miejscu umieszczono źródło światła. W przypadku gier sprawdzam, czy mamy do czynienia z renderem, czy materiałem na silniku gry. Może brzmię trochę jak dziwak, ale naprawdę mnie to interesuję i potrafię obejrzeć jeden zwiastun kilkanaście razy, aby rozgryźć wszystkie hollywoodzkie sztuczki, dojść do tego czy dana scena była kręcona na zielonym ekranie czy nie, a na koniec jeszcze doszukać się tytułu muzyki jakiej w nim użyto. Mam nadzieję, że nie jestem w swoim zdziwaczeniu odosobniony.

Nie trzeba być znawcą w tej materii, aby dojść do oczywistej konkluzji, że produkuje się zwiastuny dobre i złe. Intrygujące oraz nużące. Zachęcające do sprawdzenia dzieła finalnego, ale też wstrzymujące od wydania pieniędzy. Moje pytanie na otwarcie drugiego odcinka „Jam session” brzmi następująco: jeśli chłodno spojrzymy chociażby na wymienione w poprzednim akapicie elementy (a jest to zaledwie garstka szczegółów, na które w wprawione oko automatycznie zwraca uwagę), to czy najrozmaitsze zwiastuny można w dzisiejszych czasach uznać za osobny gatunek filmowy?

SirMike: Twoje zdziwaczenie jestem w stanie zrozumieć. Ot kolejny fan filmów. Jednak nie jestem w stanie zrozumieć twórców, którzy więcej siły wkładają w stworzenie dobrego trailera aniżeli w samą grę. Przykład? Najnowszy Operation Flashpoint. Mamiono graczy filmami o tym, że dźwięk jest prosto z rosyjskiego samolotu. O tym, że pole walki brzmi wiarygodnie. Długie „pamiętniki dewelopera” nakręcały na grę jak nigdy dotąd. Jednak co dostaliśmy po premierze? Cholernie nudną grę z idiotyczną wręcz sztuczną inteligencją. Mam gdzieś piękne trailery i zapowiedzi. Oczekuję, że gra będzie dobra, a nie jej zwiastun. Z drugiej strony, kiepski trailer potrafi zniechęcić do kupna gry na długo przed premierą. Już teraz wiem, że na pewno nie kupię Call of Duty: Black Ops. Treyarch wyciąga łapki po kasę jak wygłodniały zwierz. Zrobili filmik na odczepnego żeby fani gdzieś podświadomie zapamiętali, że trzeba będzie wywalić dwie stówki na to co mieliśmy już w Modern Warfare i najnowszym Battlefieldzie. Ahh… żeby nie było zbyt podobnie to wrzucono żołnierzyków do dżungli. Tymczasem nawet starusieńki Vietcong oferuje więcej zabawy niż ostatnie odsłony CoD-a. Prawdę mówiąc to nie mogę się doszukać dobrego trailera, który rzeczywiście zachęciłby mnie do kupienia gry. Ostatnia taka produkcja to chyba Dragon Age, choć tutaj też mam sporo zastrzeżeń. Bardzo fajna muzyka i jasno nakreślone postacie, jednak ostro lansowane sceny seksu skończyły się już na trailerach. W samej grze nie było nic mocniejszego niż na przedpremierowych zwiastunach. Osobiście traktuję te filmiki jako zabawę i często w ogóle nie chce mi się w nie klikać żeby nie psuć sobie humoru.

Abdel: Z tego co mówisz można jednoznacznie wywnioskować, że zwiastuny to nic innego jak forma promocji gry i należy je oceniać w kategorii reklamy, nie ma mowy zaś o tworzeniu się nowego gatunku. Szanuje twoje zdanie ale nie zgadzam się z nim. Nasze punkty widzenia na tym polu znacząco się rozmijają. Owszem, trudno rozpatrywać w kategorii sztuki filmowej coś, co trwa zaledwie minutę z hakiem i nierzadko zawiera najciekawsze momenty filmu bądź gry. Jednak twoja opinia na temat trailerów potwierdza fakt, że zrobić dobry, zachęcający, ociekający miodem zwiastun jest prawdziwą sztuką. Nie wystarczy zaledwie skleić do kupy kilku scen i podłożyć pod dwie minuty gameplay’u jakąś żwawą nutę. Taki trailer nie wywrze na potencjalnym odbiorcy żadnego wrażenia, a na pewno nie zachęci do spróbowania za jakiś okres czasu dzieła, którego namiastkę prezentował. Sztuką jest również tak poskładać kilkusekundowe wycinki pojedynczych scen aby zbudować odpowiednie napięcie, poruszyć wyobraźnię widza, ale jednocześnie pozostawić pole do interpretacji poszczególnych fragmentów, i nie zdradzić elementów dla fabuły kluczowych. Naprawdę nie jesteś w stanie wygrzebać z pamięci żadnego zwiastuna, który wbił cię w fotel i po obejrzeniu którego powiedziałeś sobie „muszę to mieć!”? Zawęźmy poszukiwania do trailerów gier.

SirMike: Dobrze, przypominam sobie jeszcze jeden – Mass Effect 2. Jednak to chyba muzyka sprawiła, że filmik ten oglądałem z zapartym tchem. Nie mogę się nazwać wielkim fanem „efektu masy” ale tak czy inaczej bardzo wyczekiwałem tego tytułu. Trailer jaki pojawił się tuż przed premierą tylko spotęgował chęć zakupu. Z kolei filmiki z najnowszej odsłony Halo, jakimi raczy nas od jakiegoś czasu Bungie, kompletnie nie robią na mnie wrażenia. Mimo tego, że nawet moje amatorskie oko potrafi dostrzec w nich sztukę, mam ją w głębokim poważaniu. Nie potrafię zrozumieć fenomenu Master Chiefa i jego los jest mi całkowicie obojętny. Nasuwa mi się tylko jedna myśl, jeśli jesteś fanem danego tytułu to spodoba Ci się wszystko z nim związane. Mylę się?

Abdel: Racja. Nawet gdyby Solid Snake ogolił się na łyso, po polu bitwy biegał w krótkich spodenkach i walczył z zabójczą kukurydzą to i tak bym nowego MGSa kupił. W takich wypadkach całkowicie wyłącza się krytyczne myślenie i nawet największą bzdurę traktujemy jako absolutną rewelację. Nie zmienia to jednak faktu, że są jeszcze osoby, które potrafią spojrzeć na wszystko z boku. Choć im dłużej buszuję w Internecie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to gatunek na wymarciu. Zahaczyłeś o niezwykle ciekawy temat jeśli chodzi o zwiastuny, a mianowicie o muzykę. Żeby zobrazować potęgę dźwięku w trailerach gier posłużę się przykładem dość aktualnym. Spójrzmy na dwa wypuszczone ostatnio przez EA zwiastuny: Crysis 2 i Medal of Honor. Obydwa są do siebie w kilku przynajmniej elementach podobne. Żołnierze lecą helikopterem w spokojnej jak na wojenne klimaty atmosferze, po czym zaczyna się akcja. Jednak mój odbiór tych trailerów jest skrajnie różny. Film zwiastujący co czekać nas będzie w reaktywowanym Medal of Honor jest fajny, ale na tym moje komplementy na jego temat się kończą. Natomiast niesamowicie klimatyczna nuta ze zwiastuna Crysis 2 sprawia, że mógłbym ten filmik oglądać w nieskończoność. W odpowiednim momencie tempo lekko przyśpiesza, a spokojny głos jaki słyszymy w trailerze wspaniale kontrastuje z intensywną akcją w punkcie kulminacyjnym filmu. Nie mogę sobie jednak przypomnieć żadnego zwiastuna, w którym muzyka psułaby odbiór całości. Przychodzi Ci coś na myśl?

SirMike: Nie, nawet Marilyn Manson w Dragon Age był dopasowany idealnie. Myślę, że ciężko tu coś schrzanić i chyba tylko bardzo amatorskie produkcje mogą mieć z tym problem. Portal, genialna w swej prostocie muzyczka, Dead Space podobnie. Muzyki mamy tyle, że wystarczy nabyć prawa do wykorzystania utworu, wcale nie trzeba komponować jej specjalnie na potrzeby dwuminutowego filmiku. Za przykład weźmy chociażby utwór Millionaire zespołu Queens of the Stone Age wykorzystany przez EA w jednym ze zwiastunów Battlefield: Bad Company 2. Jestem skłonny stwierdzić, że gdyby nagle przestano komponować jakąkolwiek muzykę, to i tak starczyłoby jej na okraszanie zwiastunów przez następne kilkadziesiąt lat. Zostawmy jednak w spokoju technikalia a podyskutujmy nad sensem wypuszczania filmów, które nie pokazują kompletnie nic z gry, a kłamią prezentując kilka efektownych wybuchów lub co gorsza sprowadzają się do buńczucznych wypowiedzi deweloperów. Nie mogę już patrzeć na zapowiedzi nowej FIFY czy PESa. Spece z Konami to już w ogóle maja graczy za kompletnych debili. Od kilku lat powtarzają w kółko te same rzeczy, a gra wygląda dokładnie tak samo. FIFA od wersji 09 tez praktycznie się nie zmieniła, natomiast z prawdziwym uporem maniaka, cały czas zawracają nam głowę tym, że będzie lepsza gra w obronie czy możliwość podań w trójkącie. Tymczasem bramkarz od 10 lat nie może się doczekać porządnych bramkarskich rękawic. Potem się dziwić, że biedak każdą piłkę odbija przed siebie. Osobiście bardzo obawiam się o Formułę 1 ze stajni Codemasters. Wciskają nam jakieś pierdoły o pieczołowicie oddanych trasach czy efektach pogodowych. Tymczasem wszystko to mieliśmy kilka lat temu w kilku różnych grach. Tak samo było w przedpremierowych trailerach Need for Speed: Shift. Sprzedano nam tak ogromny worek kitu, że można by nim wykleić wszystkie okna w kamienicach na wrocławskim rynku. Miało być realistycznie, zniszczenia samochodów itp. Co dostaliśmy w zamian? Potłuczoną szybę i dyszącego kierowcę, którego przy „dzwonie” z prędkością 200 km/h tylko lekko zamroczyło i można było śmigać dalej. Właśnie dlatego podchodzę bardzo sceptycznie do wszelkiej maści przedpremierowych filmów. Wolę je odpuścić w całości i kupić grę, którą sam uznam za stosowną bazując na rzetelnych recenzjach fachowych periodyków.

Abdel: I to jest właśnie to, co zwykłem nazywać nakręcaniem hypu. Nie jestem gapami futrowany i głowa służy mi nie tylko do noszenia czapki, ale mimo wszystko zdarza mi się czasem odrobinę przesadzić z zachwytami nad zwiastunami niektórych gier. Wyrzuciłem pieniądze w błoto kupując Prototype, kolejnym błędem był zakup inFamous. Gry te miały być nie wiadomo jak innowacyjne i wszechstronne (przynajmniej na takie były kreowane przed premierą), a dostaliśmy pokraczne sandboxy z kiepskiej jakości teksturami i chaotycznym gameplayem. I tu dochodzimy chyba do wniosku, co do którego obaj będziemy zgodni. Trailery należy po prostu oglądać. Można się nimi zachwycać, ale zaleca się także włączanie od czasu do czasu myślenia krytycznego. Traktować je jako dodatek, ale za Chiny Ludowe nie utożsamiać ich z samą grą. Natomiast podstawą do oceny danego tytułu może służyć jego demo. Ale o tym jeszcze sobie porozmawiamy.

Komentarze




Podziel się z nami swoją opinią!