Tytuł zimny, ale gra gorąca. 1812: Serce Zimy rozpala wyobraźnię
- 2011-12-06 @ 15:32
Niezwykle rzadko zdarza mi się czymś zachwycić podczas gry. Potrafię rozpłynąć się nad pięknem projektu Konstantynopola w Assassin’s Creed Revelations, umiem docenić wysiłki Naughty Dog w reżyserii przerywników filmowych w serii Uncharted, ale w zachwyt wpadam dopiero w momentach nadzwyczaj szczególnych. Na przykład takich, które oddziałują na wyobraźnię. A 1812: Serce Zimy rozhuśtało pod moją kopułą bujne lasy, łąki, rozlało porywiste rzeki, malowało litewskie krajobrazy praktycznie bezustannie. To gra bez grafiki, będąca jednocześnie jedną z najpiękniejszych pod tym względem, w jakie grałem w tym roku. Paradoks ten niech dodatkowo podkreśli fakt, że grałem… z zamkniętymi oczami.
Najpierw telegraficzny skrót dla tych, którzy ostatnie miesiące przesiedzieli w jaskini (a mieli do tego prawo) i przegapili informacje naskrobane chociażby na naszych wirtualnych kartach, na temat tego czym jest 1812: Serce Zimy. To interaktywny audiobook, opowieść czytana przez crème de la crème polskich aktorów dubbingowych z Piotrem Fronczewskim i Jackiem Kopczyńskim na czele. To elektroniczna książka, na której fabułę gracz ma istotny wpływ. Może nawet uśmiercić głównego bohatera w jej pierwszym rozdziale. Historia opowiada przygodę Korwina Giedyminowicza – młodego szlachcica, który musi zmierzyć się z przeróżnymi okropieństwami charakterystycznymi dla słowiańskich baśni, aby odnaleźć bliską swemu sercu osobę. Kogo? To już musicie sprawdzić sami. W tle rozgrywają się z kolei wydarzenia historyczne, które przeplatają się z wątkami fantastycznymi. Napoleon wraz ze swoją wielką armią przekroczył właśnie granice Rosji (1812 rok). Okrutna Pani Zimy chce wykorzystać to wojenne zamieszanie do własnych celów.
Warto wspomnieć także, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby historię Korwina Giedyminowicza mogły przeżywać także osoby niewidome. Grę od początku do końca można przejść nie spoglądając na ekran monitora czy wyświetlacz telefonu (1812: Serce Zimy stworzono z myślą o systemach Windows, iOS, Android oraz Symbian).
Najpierw przebrnąć trzeba przez samouczek wyjaśniający sterowanie oraz działanie interfejsu, co jest czystą przyjemnością biorąc pod uwagę fakt, że nauczycielem jest tu Piotr Fronczewski. Co chwila odnosiłem wrażenie, iż przed wyruszeniem w drogę Pan Piotr poleci mi najpierw zebrać drużynę. Chwile potem wskakujemy do gry.
Sama historia nie jest co prawda zanadto porywająca. Zdarzają się w niej zarówno fragmenty mrożące w żyłach krew, jak i te zwyczajnie nudne, odwlekające momenty rozpoczęcia prawdziwej akcji – walki na szable z upiorami czy pojedynku z innymi magicznymi istotami na zagadki. W kilku momentach grze zdarzyło się także wybić mnie z transu. Musiałem otworzyć oczy, przewinąć historię kilka stron wstecz i zapamiętać podaną tam kombinację uników, aby przetrwać jedną z potyczek i popchnąć opowieść dalej. Niektórych rozczaruje także długość głównej linii fabularnej, którą ukończyć można w zaledwie kilka godzin.
To co w Sercu Zimy jest nadzwyczajne, to forma, jaką nadano tej opowieści. Najbliżej produkcji Orange Labs do zrealizowanego z rozmachem audiobooka pokroju Narrenturm Andrzeja Sapkowskiego czy wiedźmińskich opowiadań. Z tym że tutaj dostajemy coś więcej. Gracz nie tylko ma wpływ na ścieżkę, jaką podąży do celu, ale także bierze faktyczny udział w wydarzeniach kreślonych opisami Korwina (Jacek Kopczyński), a nawet ma możliwość wyboru opcji dialogowych.

Same dialogi to z kolei najwyższa półka. Są przede wszystkim świetnie napisane, nie brakuje w nich XIX wiecznej składni i słownictwa. Aktorom z kolei udało się wpasować w klimat opowieści. Jacek Kopczyński w jednym momencie spokojnym głosem, niczym wprawnie poruszanym pędzlem maluje pejzaże zaśnieżonych lasów, w innym z kolei krzycząc wyzywa Kościeja (Jacek Mikołajczak) na pojedynek. Dialogom co prawda brakuje filmowości znanej z gier akcji, nawet pomimo starań twórców. Rozmowy są bowiem tak wyreżyserowane, aby następujące po sobie kwestie dialogowe odrobinę na siebie zachodziły. Nie ma tu jednak takiej płynności jak choćby w Uncharted 3: Oszustwo Drake’a, rozmowy są bardziej teatralne, ale zupełnie to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, w połączeniu z wysokiej jakości efektami dźwiękowymi oraz ponadprzeciętną muzyką tworzą wspaniała atmosferę.
Serce Zimy to dowód na to, że aktorom dużo łatwiej jest tworzyć, niż udawać i próbować wpasować się w to, co przygotowali im koledzy po fachu za granicą, jak to jest w przypadku dubbingowania gier wideo. Od strony dźwiękowej gra nie jest jednak pozbawiona wad. Na narrację Korwina nałożono metalicznie brzmiący pogłos, który nie wszystkim się spodoba. Muzyka i efekty dźwiękowe (odgłosy świerszczy w lesie, szumiącego wiatru) czasem nagle się urywają i zmieniają na całkowicie inne utwory. Dużo lepiej byłoby, gdyby odgłosy tła stopniowo się wyciszały. Wiedzcie jednak, że w obliczu aktorskiej wspaniałości, jaką bije Serce Zimy, wspomniane uchybienia do naprawdę drobnostki.
Bez względu na to czy zamierzacie grać w 1812: Serce Zimy na smartfonie lub PC, w domu lub w tramwaju, na wycieczce czy na nudnym wykładzie – gra w każdej sytuacji sprawdzi się znakomicie. Pod względem aktorskim Serce Zimy to jedna z najlepszych produkcji tego roku.
Od lodowatego Serca Zimy promieniuje takie gorąco, że można się rozpłynąć.
Komentarze